sobota, 3 marca 2018

jeden

Leżeli w przestrzeni gęsto usłanej mrokiem. Czuła za plecami jak i na ramieniu jego ciepło. Kojące, uzależniające, choć wcale go tam nie było. Czy był zatem aniołem stróżem? Nie, raczej czymś zupełnie innym. Teraz wiedziała, że był przeciwieństwem, klątwą. Klątwą, przy której czuła bezpieczeństwo w tak popapranym wnętrzu. Nie mogąc zasnąć odkryła delikatnie kołdrę i wstała, po drodze zabierając jego flanelową koszulę. Otuliła się nią i patrzyła przez kuchenne okno. Obserwowała świat również pokolorowany czernią. Jakby zieleń drzew czy bogactwo barw roślin wyparowało wraz z rzeczywistością. Z dymem wydychanym z jej ust, z głębi jej duszy. Odwróciła głowę zerkając na niego ukradkiem. Znów pojawiły się te myśli. Gdyby kilka lat temu wybrała inną drogę, to wszystko działoby się naprawdę. Gdyby w odpowiednim momencie skręciła, zrobiła o dwa kroki więcej, gdyby przyszła trochę później. Jej wzrok znów powędrował do zalanego ciemnością świata, chociaż on był realny.
Zadrżała, gdy poczuła ciepło jego dłoni, jego ramion obejmujących ją w talii.
- Znowu palisz? - zapytał, choć wiedział, że nie usłyszy odpowiedzi. Trwali w ciszy, on zatopiony w nieprawdziwości, ona w myślach. Mijały minuty, może kilkanaście albo kilkadziesiąt wieczności gdy w końcu odwróciła się odpychając go od siebie. Dwa światy. Prawda i wyobrażenie. Ból i słodka ułuda. Fałsz zawsze zabija w przyjemny sposób, powoli niszcząc wszystko po drodze. Ich wzrok wciąż się łączył, dwie galaktyki.
- Ciebie tu nie ma. - powiedziała cicho, lecz stanowczo. W jednej sekundzie nastał ranek, świat na powrót oblał się chłodnymi barwami lutego. Zniknął. "Jest tak, jak powinno być." - pomyślała. "Prawdziwie".